Arrow
Arrow
Slider

O życiu z pasją…

pasja

O życiu z pasją



Pewnego pięknego, słonecznego dnia w myśl ogólnej idei dzielenia się swoja wiedzą, napisałam pierwszy artykuł na mojej stronie internetowej www.monikagawanowska.pl. Napisałam go, przeczytałam. Doszłam do wniosku, że nie trzeba poprawiać, że jest w porządku, satysfakcjonuje mnie (tak właśnie myśli racjonalistka) i opublikowałam go.

Im więcej pisałam, tym szybciej mi to szło. Ćwiczenie czyni mistrza, jak mówią. Mnie uczyniło taką, jaką jestem. Do mistrzostwa jeszcze mi daleko. Ale dążę, wciąż do niego dążę…

Po kilkudziesięciu tysiącach napisanych słów stanęłam na chwilę w miejscu. I obejrzałam się do tyłu. Zapytałam się samej siebie, czemu przez tyle lat tego nie robiłam. Zapytałam się, o czym marzę. Co mi sprawia przyjemność? Gdybym mogła wybrać jedną umiejętność, którą sobie zostawię a wszystkie pozostałe zostaną mi odebrane, to co by to było?

Pisanie i czytanie. Bez dwóch zdań.

Pisałam zawsze. Do szuflady, wiersze, opowiadania. Na pierwszym roku filologii polskiej poszłam do mojego profesora z propozycją, że napiszę taką i taką publikację. Usłyszałam, że to za wcześnie. Że generalnie zwariowałam, lepiej wrócę do moich zeszycików.

Moje życie nigdy nie było nudne. Nie przypominało popularnych seriali typu „Mody na sukces” czy opery mydlanej. Bliżej mu było do filmów wartkiej akcji. W jednej chwili fabuła potrafiła zmienić się o 360 stopni.

Jeszcze kilka lat później wspominałam z tęsknotą studia, których nie skończyłam i trwała we mnie świadomość, że w murach tamtego Uniwersytetu zostawiłam moje powołanie. We współczesnej terminologii – moje flow. Wtedy jednak mój świat wyglądał już zupełnie inaczej. „Normalna” praca. „Normalne” życie. Nie zarzucano mi, że z pisania i z wykładania na uczelni nie wyżyję. Zapomniałam. Pisać mogłam notatki na zajęciach, ewentualnie sms-y. Miałam spokój.

Mam wiele talentów. Talent – tak naprawdę umiejętność kształtowana od czasów bardzo wczesnego dzieciństwa. Trudno mi zgodzić się z tezą, że z talentem się rodzimy. Wrodzony talent to coś, co istnieje tylko i wyłącznie w formie niefortunnego zestawienia słów. Potwierdzają to badania naukowe.

Rozwijałam więc w sobie wiele talentów. Mistrzem oszczędzania byłam od małego. Oszczędzałam ile się dało, dorabiałam roznosząc ulotki, ucząc dzieci i dorosłych podstaw języka niemieckiego. Wszystkie zarobione pieniądze odkładałam. Potrafiłam na studiach zaplanować posiłki na cały miesiąc tak dobrze, że wystarczało mi 100 zł na jedzenie.

Ewidentnie jestem w tym mistrzem.

Moja pierwsza praca w banku. 1500 zł. 1000 zł do skarpety. Premia – do skarpety. Stypendium naukowe – do skarpety. Trochę się ludzie dziwili, jak przyszłam do pracy z torebką za niecałe 900 zł. Lubię pojedyncze egzemplarze. A ta firma gwarantowała, że ten model w tym kolorze nie powtórzy się już nigdy. To była nagroda. Za rok twardego oszczędzania.

Później (nie, chyba wcześniej) przyszły cele. W poszczególnych obszarach, które były dla mnie najważniejsze. Życie osobiste, życie zawodowe (wiedza, umiejętności), finanse. I świadomość mojej marki osobistej. Ja zyskałam świadomość, że ją mam. I zaczęłam pielęgnować pewien zestaw skojarzeń, który wypływał z tego, kim naprawdę jestem. Zestaw aktualny do dziś: kompetentna, ambitna, inteligentna, stanowcza, wie, czego chce, bardzo wymagająca, racjonalistka, mistrzyni planowania i myślenia strategicznego, chroniąca swoją prywatność itp.

Dlaczego wspomniałam o oszczędzaniu? Po urodzeniu dziecka zaczęłam się zastanawiać, jak chciałabym, aby wyglądało moje życie. I jakim chciałabym je uczynić. Dzięki osiągnięciu mistrzostwa w oszczędzaniu, mogłam sobie pozwolić na spełnianie marzeń, pisząc i ucząc.

To była podróż wgłąb siebie.

Zadałam sobie setki pytań. Wróciłam do dzieciństwa, do czasów szkolnych, do okresu studiów. Tu się zatrzymałam na dłuższą chwilę, dlatego że później miał miejsce w moim życiu całkiem słusznych rozmiarów kryzys… hmm.. egzystencjalny. Przeszłam wzorcowo przez wszystkie etapy rytuału inicjacyjnego – „(…) ta symboliczna śmierć oznacza zarazem (…) narodziny do nowej, bardziej autentycznej egzystencji.”1 Zerwanie z rodzicami, długi okres odosobnienia, przejście przez wiele prób (połączone z symboliczną śmiercią), ponowne narodziny i aktualizacja treści światopoglądowych – to wszystko i wiele więcej musiało się wydarzyć, zanim zrozumiałam.

Zrozumiałam, że zaczynam rozumieć siebie.

Proste odpowiedzi dla mnie nie istnieją.

W związku z tym i tą niełatwo mi było odnaleźć. Bo żeby to zrobić, musiałam w pewien dla mnie właściwy sposób rozliczyć się z przeszłością.

Gdy nadszedł czas rozumienia…

Puzzle zaczęły układać się w zgrabną całość. Zrozumiałam, że odłożyłam moje pasje na drugi plan przez ograniczające przekonania, wywołane różnorodnymi doświadczeniami, przekonaniami innych osób, które postrzegałam jako autorytety w moim życiu. Zadałam sobie pytanie: „Czy mam już odwagę do tego, żeby spróbować?” Spróbować żyć z pasją i realizować swoje marzenie o życiu z pasji.

Pozostałe zasoby miałam: wiedzę, umiejętności, czas, pieniądze. Potrzebowałam jedynie podjąć decyzję i postawić pierwszy krok. A kiedy to zrobiłam…

Tę historię pisze już rzeczywistość…


Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów, zapisz się na NEWSLETTER i obserwuj mój FANPAGE na Facebooku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *