Arrow
Arrow
Slider

O sprzedaży bezpośrednio


Ten artykuł możesz również odsłuchać:


Za oknem ciemno i zimno, do domu daleko. A tęsknota za tabelkami, estymacją, wynikami sprzedażowymi tętni we mnie, jak krew w żywym organizmie. Myślę trzeźwo i nie stosuję używek, jednak dręczy mnie pewna wizja:

Nikt nie lubi sprzedawców. Sama siebie nie lubię. Egotyczni, zorientowani na cel, na wynik, z klapkami na oczach, liczący klientów do kolejnego poziomu premii. Pracujący tak, by się nie napracować. I tak, żeby się kasa zgadzała. To jest biznes, tu liczą się zyski. Zysk na kliencie, zysk na sprzedaży, zysk jedynym wykładnikiem, miarą naszej wartości. Sama siebie nie lubię. Tego równania, które w mianowniku ma wartość kontraktu.

Nikt nie lubi sprzedawców. Marionetek drążących klienta, jak kropla skałę. Mówiących półprawdę i tylko półprawdę. Zostawiających najważniejsze informacje na koniec, najlepiej w postaci minimalnej gwiazdki w prawym górnym rogu. Plan się sam nie zrobi, umowy się same nie podpiszą.

Sprzedawca sprzedawcy wilkiem. Organizm nowego gatunku. Zautomatyzowany proces mowy, okraszony gęsto elementami (nie)czystej perswazji. Dzwoni, dzwoni, dzwoni, nawija jak katarynka. Nie odbiera, nie odbiera, rzuca słuchawkami. Żal mu innych podobnego gatunku. Ale nie dokończy rozmowy. I urwie w pół słowa. I wypyta bezczelnie. Czy aby na pewno dobry. Czy może jest lepszy.

Wisienka na torcie. Pójdzie za kasą jak w dym. Wywiozą go za miasto, w ciemność i deszcz. Od drzwi do drzwi pójdzie swego szczęścia szukać. Gdzieś mu w końcu otworzą, gdzieś naplują w twarz, gdzieś poszczują psami. Wreszcie weźmie długopis w rękę i podpisze dokument. Śmierć komiwojażera?! Nie. Problem rozwiązany! Znalazł tą jedną, jedyną i jest gotów zrobić dla niej wszystko lub naprawdę wiele.

Umowa. Tyle stron. Na pewno coś ukrywa. Zaraz wyciągnie asa z rękawa. Odwróci uwagę od paragrafu piątego ustęp trzeci. Bo piękny obraz na ścianie wisi. Nie sposób nie zapytać. Może herbatki? Jak najbardziej. I ciasteczko, jak jest. A pięknie pani w tym szlafroku, do twarzy z tym petem w ustach. Robi, bo robić trzeba. I zrobi, co trzeba. I co chciał dostanie.

Podpis. W oczy nie spojrzysz. Klapki. Źrenice rozbiegane za dłonią trzymającą długopis. Jeszcze tu parafka, tu czytelny, tu byle jak, a tu to się jakoś załatwi, napisze się oświadczenie. Jak się nie da, jak się da. Dla sprzedawcy nie ma rzeczy niemożliwych. Liczy się cel. A cel osiągnięty.

 

Byłam sprzedawcą na wszystkich etapach mojej kariery. Jak lwica walczyłam, znosiłam pogardliwe spojrzenia znajomych, kiedy przerzucałam ich sześcio- i ośmiopaki na taśmie w Tesco, w Carrefour, w Piotrze i Pawle, Real’u i innych miejscach, których nazw nie pamiętam. „Stypendystka Premiera na kasie w supermarkecie. ” Do dziś słyszę w uszach ten świdrujący dźwięk słów mojej babci: „Boję się odbierać telefonu, bo może to ty zadzwonisz! Ty się chyba nie przedstawiasz?! Co powiedzą sąsiadki?!”. Te słowa przechodniów w odpowiedzi na moje, będące wypełnieniem akwizycyjnej wizji sprzedaży produktów bankowych nowego dyrektora. „Szybciej pani pod latarnią zarobi niż tutaj”.

I ten dzień, kiedy opłaciło się przeczytać książkę Johna Grindera, nauczyć się kilku ćwiczeń, wreszcie zaprogramować się na sukces. Kiedy sprzedaż otworzyła przede mną inną perspektywę, okno na świat moich marzeń, które spełniam tą drogą do dzisiaj. Stałam się niesławnym „korposzczurem”, dręczonym przez „korpokomando”- w oczach innych. W moich oczach – kwiatem podlewanym permanentnym procesem raportowania, estymowania własnych działań i realizacji powyżej normy, kwiatem, który rozkwitał. A w miarę rozkwitu otwierał się jeszcze bardziej: na wszechmiar dobra crm-u, na uprzedmiotowienie w formie mało widocznego punktu gdzieś u góry tabelki.

Każdy jest sprzedawcą.

W wielu wymiarach.

Dziś już nie walczę z wizją, która tak boleśnie mnie szufladkuje. To wypaczona, nieprawdziwa rzeczywistość zupełnie nie-sprzedawców, pionków na naszej szachownicy. Wystarczy prosty ruch, by ich wyeliminować. Skuteczni, ale nieświadomi, niedbający o własną reputację i o klienta przede wszystkim. Ze słownika wykreślili słowo etyka. Akwizytorzy własnego niedowartościowania i płaskiego postrzegania rzeczywistości. Zero – jedynkowego. Jest wynik lub go nie ma.

Dziś już jestem sobą.

Sprzedawcą z pasji i swoim przykładem buduję lepszą rzeczywistość.


Jeśli chcesz czytać więcej moich artykułów, zapisz się na NEWSLETTER i obserwuj mój FANPAGE na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *